Muzyczna historia, która rozpoczęła się w Buku

Muzyczna historia, która rozpoczęła się w Buku

Dziewczyna, która śpiewa od zawsze. W murach bukowskich szkół, podczas wszelkich uroczystości, zawsze widzieliśmy ją z mikrofonem. Mogliśmy kibicować jej w programie “Bitwa na głosy”

Dziewczyna, która śpiewa od zawsze. W murach bukowskich szkół, podczas wszelkich uroczystości, zawsze widzieliśmy ją z mikrofonem. Mogliśmy kibicować jej w programie “Bitwa na głosy”, w którym wielokrotnie była wyróżniana. W ubiegłym roku wróciła do swojej rodzinnej miejscowości by stanąć na scenie i zaśpiewać podczas koncertu na Pożegnanie lata. I to właśnie z tego koncertu jest najbardziej dumna. Na co dzień współpracuje z Liberem, możemy ją usłyszeć w reklamach i na wielu koncertach. Poznajcie dziewczynę, której muzyczna historia rozpoczęła się w Buku – Justyna INA Krówczyńska – Jabłońska.

fot. Artur Szczegóła

Jak zaczęła się Twoja przygoda ze śpiewaniem? 

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo krążą plotki, że wcześniej śpiewałam niż chodziłam 🙂 Śpiewanie było ze mną od zawsze, odkąd pamiętam. Pochodzę z rodziny, gdzie przeważają umysły ścisłe i przez długi czas ciężko było mi myśleć o moim śpiewaniu jako o profesji, która w przyszłości będzie moim zawodem i źródłem utrzymania.

Zaczynałam w domu przed lustrem z dezodorantem w dłoni w roli mikrofonu i umilałam czas rodzinie udając, że to poważne „koncerty” 🙂 Jako dziecko i nastolatka przez lata zjeżdżałam Polskę wzdłuż i wszerz biorąc udział w przeróżnych festiwalach. Doświadczenie, które zbierałam przez ten okres upewniało mnie, że tym właśnie w życiu chce się zajmować – nieważne, czy zrobię karierę, czy nie – śpiewanie było najważniejsze. Pozostałam nieugięta w swoich postanowieniach i trwa to do dziś.

Wiem, że w czasach szkoły uczęszczałaś na lekcje śpiewu. Jak to wspominasz? Warto?

Zgadza się. Oczywiście, że warto! Nie tylko w czasach szkoły, ale również w późniejszym okresie miałam to szczęście, że otaczali mnie ludzie pełni pasji i zaangażowania. Ludzie o dobrych sercach.

W czasach gimnazjum zaczęła się moja pierwsza poważna przygoda z nauczycielami. Wcześniej były oczywiście zajęcia i kółka muzyczne, na które wręcz kochałam uczęszczać. W gimnazjum natomiast prowadził mnie wspaniały człowiek Janusz Darmonos, który pozwolił mi uwierzyć w to, że moje marzenia o zawodowym śpiewaniu, mogą się spełnić. Jego zaangażowanie i pomoc są po dziś dzień dla mnie nieocenione i bezcenne. Zawdzięczam mu bardzo wiele. Przez cały okres szkolny w weekendy oddawałam się śpiewaniu. To był dla mnie wyjątkowy i bardzo ważny czas, bo mogłam bezkarnie śpiewać nie narażając się członkom rodziny – a uwierzcie na słowo, że ciężko wytrzymać z „wyjcem 24h” 🙂 Nie zliczę przepracowanych godzin nad szlifowaniem warsztatu, bardzo się zżyliśmy. Równie ważny był też czas rozmów, słuchania muzyki, objadania się grześkami w czekoladzie i ptysiami 🙂 Piękne wspomnienia!

fot. Joanna Szymańska i Agnieszka Króliczak

Jest ktoś szczególny, dzięki któremu jesteś dzisiaj w tym miejscu?

Jest wielu ludzi, którzy wspierali, pomagali, mobilizowali, angażowali się. Ich obecność była i jest dla mnie czymś absolutnie wyjątkowym. Podziękowania należą się przede wszystkim mojej Mamie, która wychowywała nas sama i niejednokrotnie odmawiała sobie czegoś, abym mogła pojechać na wymarzony festiwal. Januszowi, który dbał o mój rozwój wokalny. Bukowskiemu MGOK’owi, który sfinansował moją pierwszą sesję w studio. Bez tego wsparcia nie odważyłabym się sięgać po więcej.

Myśląc o ludziach, którym należą się podziękowania, nie mogę pominąć mojego Męża, który od 10 lat jest obok i wspiera moje działania na każdym kroku. Jan podczas tras troszczy się o każdy najmniejszy szczegół. Jest nie tylko basistą, świetnie odnajduje się również w roli menagera. Dba o mój komfort przed występami jak nikt inny. Zna mnie dobrze i wie, kiedy potrzebuję 5 minut dla siebie, aby wyciszyć się przed występem. Potem wracamy do domu i zamieniamy się rolami – ja dbam o to, aby wypoczął, dobrze zjadł i miał chwilę dla siebie ?

Mam nadzieję, że nie zostanie to odebrane jako zarozumiałe, bo nie mam takich intencji, natomiast po latach nauczyłam się doceniać również siebie i swój upór. Niejednokrotnie miewałam momenty zwątpienia… Ten zawód wymaga wiele poświęcenia, samodyscypliny i cierpliwości. Bywały chwile, w których chciałam porzucić to, co robię i poświęcić się czemuś innemu. Jednak muzyka zawsze była dla mnie najważniejsza i myślę, że nie potrafiłabym z niej zrezygnować.

Zawsze chętnie chodziłaś na zajęcia czy były momenty zwątpienia, zmęczenia?

Ja na nie nie chodziłam. Ja na nie biegłam! 🙂 🙂 🙂 Faktycznie podczas zajęć, często z okien MGOK-u obserwowałam koleżanki i kolegów, którzy beztrosko spędzali czas na zabawie, spacerach, rozmowach, ale dla mnie nie było niczego, co mogłoby się z tym śpiewaniem równać. Ja też miałam spacery tyle, że w drodze z lekcji 🙂 Wyjścia ze znajomymi również się zdarzały, dlatego nie mam poczucia, że coś mnie ominęło lub czegoś brakowało. Wybierałam świadomie to jak spędzam czas wolny i nigdy nie wątpiłam w to, że odpowiednio go wykorzystuje.

Szkoliłaś się również dalej, jesteś absolwentką Studium Piosenkarskiego im. Czesława Niemena w Poznaniu.

Tak. Dobrze pamiętam sytuację, która upewniła mnie w tym, że chcę się dalej rozwijać wokalnie i wybiorę właśnie tę szkołę. Pod koniec liceum, moja Wychowawczyni przygotowała dla nas test sprawdzający nasze predyspozycje. W moim przypadku wynik był 100% artystyczny. I choć musiałam stoczyć małą batalię w domu oznajmiając, że wybieram śpiewanie, to wiem, że moja Rodzina trzymała bardzo mocno kciuki. Pomimo tego, że dostałam się do szkoły bez problemu i ukończyłam ją z najlepszym wynikiem na roku, Mama uparcie nie odpuszczała rozmów o „normalnym” zawodzie w wyniku czego ukończyłam również Dziennikarstwo na UAMie. Jestem jej za to bardzo wdzięczna.

Lata spędzone w szkole muzycznej wspominam jako coś magicznego. Mój Mąż śmieje się ze mnie, kiedy mówię, że czułam się tam jak Harry Potter w Hogwarcie 🙂 Nauczyciele, przyjaźnie tam zawarte i atmosfera były wyjątkowe!

fot. Joanna Szymańska i Agnieszka Króliczak

Kiedy wiedziałaś, że to jest to, co chcesz robić w życiu? Nie jest łatwo zrobić karierę muzyczną i „wybić się”. Wielu próbuje i nie każdemu się to udaje. Jak wyglądały Twoje działania w tym kierunku?

Z perspektywy czasu uważam, że podświadomie czułam to od dziecka. Wiedziałam, że chcę śpiewać i zrobię dużo, aby tak się stało. Wtedy wydawało mi się, że jest to niemożliwe, żeby życie było takie piękne, aby można było pracować w zawodzie, który się lubi, wręcz kocha. Peszą mnie jednak opinie ludzi, którzy twierdzą, że udało mi się wybić. Nie jest tak, że nie doceniam ich zdania, bo to bardzo budujące, natomiast ja po prostu wykonuję swój zawód. Zdarzają się koncerty lub festiwale, podczas których śpiewam w TV, a następnego dnia lecę z zespołem na drugi koniec Polski zaśpiewać podczas bankietu w bardziej kameralnym gronie bez kamer, reflektorów i absolutnie nie mam poczucia, że jeden koncert jest lepszy od drugiego. Zawsze daje z siebie tyle samo i tak samo dbam o publikę. Doceniam to, że mogę po prostu śpiewać. To spełnienie moich marzeń.
Z wybiciem się to prawda, nie jest to łatwe zadanie. Często o sukcesie nie świadczy tylko głos, ale na przykład charyzma, osobowość. Biorąc pod uwagę czasy, w których żyjemy nie uważam, aby było to niesprawiedliwe, trzeba iść za potrzebami odbiorców. Dla jednego ważne jest to jak ktoś śpiewa, dla drugiego jak wygląda lub czy porywa publiczność. I to jest ok.

Moje działania od zawsze skupiały się głównie na tym, aby się rozwijać. Jako dziecko ćwicząc w domu przed lustrem zachęcałam Rodzinę do wysłuchiwania „koncertów” i oswajałam się z tremą. Na zajęciach koncentrowałam się na tematach, nad którymi aktualnie pracowałam, lub z którymi miałam problem, natomiast w szkole dosłownie na WSZYSTKIM. Kiedy przyszedł czas samodzielnych działań, zależało mi na tym, aby pracować z ludźmi, z którymi podobnie czują muzykę, od których będę czerpała inspirację i mogła po prostu działać. Wspólnym mianownikiem tych wszystkich działań była chęć rozwoju.

Czy w polskim showbiznesie łatwo jest rozpocząć karierę muzyczną?

I tak i nie. Tak – ponieważ mamy niesamowicie rozwinięte media społecznościowe, dzięki którym nie wychodząc z domu można zaprezentować się publiczności, pokazać siebie, swoją muzykę, wrażliwość. Facebook, Instagram, YouTube – to świetne narzędzia również do promowania swojej twórczości. Kiedy ja zaczynałam śpiewać o komputerze mogłam śnić, o Internecie marzyć, ale dziś nadrabiam z nawiązką i chętnie dziele się nie tylko relacjami z mojego życia zawodowego, zdarzają się też prywaty 🙂

Trudniej jest z kolei przez to, że dziś zarówno programów TV, jak i osób śpiewających jest cała masa. Niesamowicie śpiewających! Dodajmy do tego wyżej wspomniane platformy promocji i konkurencja robi się spora… można się pogubić. Wiem jednak, że należy po prostu robić swoje, w odpowiednim dla siebie tempie. Nie ma dwóch takich samych Artystów, a scena jest duża i wszyscy się zmieścimy.

Wiem, że nie tylko brałaś udział w castingach, ale również dostałaś się do programów muzycznych „Idol” i „Bitwa na głosy”, w którym to nie rzadko byłaś wyróżniania. Jak wspominasz tamtą przygodę? Otworzyło to przed Tobą jakieś możliwości?

Wspomnienia na temat programów zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy. W “Idolu” doszłam do etapu w Teatrze Dramatycznym, odpadłam tuż przez odcinkami na żywo. Uważałam wtedy, że to ogromny sukces, na castingach pojawiło się kilkanaście tysięcy osób. Czułam, że jestem w innym świecie, dosłownie! Stałam na jednej scenie z ludźmi, którzy mieli spore doświadczenie, nierzadko płytę w dorobku, fajne stylizacje i pomysł na siebie… Ja jadąc do Warszawy zostałam rzucona, na własne życzenie, na głęboką wodę. Nie do końca potrafiłam się odnaleźć w tym świecie, zupełnie nie umiałam poruszać się przed kamerą, zaprezentować się choć w połowie tak jak planowałam to zrobić. Stres mnie chyba zjadł. To była bardzo cenna lekcja i ważne doświadczenie.

W “Bitwie na Głosy” byłam już bardziej świadoma tego po co tam jestem i co chcę pokazać. Moja drużyna była świetna, bez wyjątków. Jula dbała o nas bardzo, co w dużym stopniu pomogło wielu osobom pokonać strach przed szklanym ekranem i skupić się na zadaniach. Praca przed kamerą, kontakt ze stylistami, makijażystami, fryzjerami – bajka! Wymarzona sytuacja – do mnie należało tylko śpiewanie – o wszystko inne zadbała produkcja. Scenariusz toczył się bardzo naturalnie.

Czy otworzyły się nowe możliwości? Ciężko mi zweryfikować czy zlecenia, które spływały po tych produkcjach były związane z tym, że pojawiłam się w TV i zebrałam sporo pochwał od jurorów, czy z tym, że komuś po prostu podobało się jak śpiewam. Trzeba by zapytać zleceniodawców 🙂

Zarówno w Idolu jak i Bitwie zebrałam masę pięknych wspomnień i zawarłam przyjaźnie na lata. Z niektórymi ludźmi spotykamy się do dziś na przeróżnych scenach i wspominamy tamte czasy 🙂

fot. Daria Goryńska

Na co dzień współpracujesz z Liberem i Sylwią Grzeszczak – jak zaczęła się Wasza współpraca?

Z Sylwią nawiązałam współpracę przed KFPP w Opolu w 2013 roku i przez kilka kolejnych lat wspierałam ją jako chórzystka podczas festiwali tj. Super Hit Festiwal, Top of The Top, Lato Zet i Dwójki, wcześniej wspomniany KFPP w Opolu i podczas koncertów Sylwestrowych. Były to głównie koncerty telewizyjne, nie była to współpraca „na stałe”.

Z Marcinem współpracuję od końca 2015 roku do dziś. Znaliśmy się już z Bitwy na Głosy, w której Marcin również brał udział oraz z koncertów z Sylwią. Po prostu skontaktował się ze mną w sprawie występu, gdzie miałam zastąpić Natalię Szroeder. Natalia robi karierę solową, a mój angaż trochę się rozciągnął w czasie i trwa do dziś. Bardzo sobie cenię tą współpracę.

Twój głos można usłyszeć również w reklamach.

Do tej pory miałam okazję nagrywać reklamy dla Lidla oraz OSHEE. W Lidlu nigdy nie wiadomo, czy zlecenie, które nagrywamy trafi do polskich reklam czy zagranicznych. Zdarzało się, że nagrania trafiały do Włoch, Czech, Słowacji czy Francji. Często jestem w rozjazdach i nie jestem w stanie kontrolować tego na bieżąco, ale zdarza się, że dzwoni do mnie Mama i mówi: Inuś oglądam serial i słyszę Cię w TV podczas reklam! 🙂 Z OSHEE był dokładnie taki sam scenariusz.

Wydałaś swój singiel, który miałaś okazję zaprezentować w studiu Dzień Dobry TVN. Wydałaś już jakąś płytę z autorskim materiałem albo masz to w planach? Jeśli tak to jaka ona będzie i przede wszystkim kiedy?

Do tej pory wydałam dwa single: Inside i Alone. W kwestii płyty będę szczera – na jej wydanie mnie po prostu nie stać. Wynajęcie studia, producenta, muzyków, mix, mastering, teledyski – to wszystko wiąże się ze sporymi kosztami. Oczywiście marzę o tym, jednak na chwilę obecną postanowiłam wydawać single. Mogę sobie jedynie wyobrażać jak ta płyta będzie wyglądać. Chciałabym, żeby zawierała elementy elektroniki, chillout’u, popu i muzyki klubowej. Myślę, że taka mieszanka pozwoli mi się w 100% spełnić, bo lubię zarówno pomruczeć do mikrofonu jak i zaśpiewać coś z „pazurem”. Póki co wymyślam sobie w głowie jakby to było mieć swój krążek w rękach 🙂

Z jakiego koncertu jesteś najbardziej dumna?

Pytanie retoryczne 🙂 ! Oczywiście, że z koncertu w moim rodzinnym Buku! Z wielu powodów! Kilkanaście lat wcześniej co weekend szkoliłam się w MGOK-u kilka metrów od sceny, co spowodowało, że ze wzruszenia ciężko było mi mówić. Wróciła masa wspomnień! Ludzie, którzy niesamowicie ciepło mnie przyjęli! Koleżanki i koledzy ze szkolnych ławek, którzy śpiewali razem ze mną! Nauczyciele, którzy wzruszeni gratulowali osiągnięć. Organizatorzy, którzy stanęli na wysokości zadania w 100%. Najbliższa Rodzina i Przyjaciele, którzy stali dzielnie w pierwszym rzędzie! Obserwować i przeżywać to wszystko na scenie w moim mieście to było COŚ!

Chciałabym również, raz jeszcze podziękować dziewczynom, które zadbały o to, abym czuła się wyjątkowo tego dnia. O fotorelację z koncertu zadbały Asia Szymańska i Agnieszka Króliczak, natomiast make up’em zajęła się Angelina Solarska. Mój Dream Team! Dziękuję!

fot. Joanna Szymańska i Agnieszka Króliczak

Najlepszy duet, który dał Ci największą satysfakcję?

Cenię każdego Artystę, z którym miałam przyjemność pracować, zarówno za to, co stworzyliśmy razem, jak i za to jakim jest człowiekiem. Często wracam do utworów z Kaczorem oraz z DEEPem i BOBSON’em. Ten drugi duet skradł mi serce podczas pracy nad utworem „Zabierz Mnie”.

Jakie masz plany na przyszłość?

Kolekcjonować i zapamiętywać piękne wspomnienia 🙂 A poza tym chyba takie jak większość z nas – dbać o Rodzinę i rozwijać się zawodowo. Lubię pomagać, czuje się wtedy bardzo spełniona! Marzeniem jest bycie zdrowym i szczęśliwym. Resztę w życiu można sobie wypracować 🙂

Jak postrzegasz gminę, z której pochodzisz, pod względem organizowania koncertów? Jak sama wspominałaś podczas ubiegłorocznego koncertu – kilka lat wcześniej sama byłaś na koncercie Libera, z którym teraz stoisz razem na scenie.

To prawda. Podczas koncertu w Buku, zapowiadając „Skarby” napomknęłam, że kilkanaście lat wcześniej szalałam z tłumem w pierwszym rzędzie, kiedy Marcin wykonywał ten utwór. To było wyjątkowe uczucie móc z nim zaśpiewać, stać ramię w ramię i przypomnieć sobie te chwile!

Buk postrzegam jako rozwijające się miasto idące z duchem czasu. Widzę, jak wiele się w nim zmieniło na przestrzeni 13 lat odkąd tam nie mieszkam. Jak otwiera się na potrzeby mieszkańców. Bardzo sobie cenię swoje pochodzenie, uważam je za duży atut, nigdy też nie odczuwałam małomiasteczkowych kompleksów. Nie wyobrażam sobie wychowywać się w innym miejscu.

Od dłuższego czasu obiecuje sobie, że zabiorę mojego Męża na dłuuuuuuuugi spacer i pokaże mu moje ukochane miejsca. Trzeba w końcu to zrobić! O koncert, o którym wspominałam wyżej Organizatorzy zadbali w 100%.

fot. Joanna Szymańska i Agnieszka Króliczak

Jakie masz wzorce? Jaki jest Twój ulubiony wokalista?

Cenię wielu Artystów, ale na żadnym się nie wzoruje. Uważam, że kopiowanie kogoś lub wzorowanie się na czyjejś twórczości nie ma szans na powodzenie. Każdy z nas jest inny, czuje inaczej, ma inne potrzeby i oczekiwania. Co innego mu w duszy gra. Nie można wejść w czyjąś wrażliwość, to bardzo intymna przestrzeń. Nie do podrobienia. Uważam, że Artysta musi być autentyczny. Tylko wtedy osiągnie spełnienie i znajdzie swoich odbiorców.

Gdybym miała wymienić tych, których cenię, musiałabym się poważnie rozpisać na kilka stron 🙂 Jest jednak jeden człowiek, którego od zawsze podziwiam – Michael Jackson. Perfekcja, niebywały talent, determinacja, ponadprzeciętna wrażliwość. Nie ma drugiego takiego, który imponowałby mi na tak wielu płaszczyznach. Mój pierwszy i chyba jedyny Idol.

Gdzie można Cię posłuchać w najbliższym czasie?

Polecam śledzić mój fanpage na Facebook’u oraz Instagramie, gdzie na bieżąco informuję o tym co, gdzie, kiedy i z kim. Sezon koncertowy w pełni, więc liczę na to, że gdzieś się spotkamy. Do zobaczenia! 🙂

Mamy nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy mieli okazję usłyszeć INĘ w naszej gminie! Justynie życzymy powodzenia i wytrwałości w dążeniu do realizacji muzycznych celów, a Was zachęcamy do “lajkowania” 🙂

Monika
ADMINISTRATOR
PROFILE

Najnowsze artykuły

Co ciekawego na ekranie

REPERTUAR

Powietrze w gminie